Kwantowe lustro

Lustro patrzące w lustro. Idealnie wpatrzone w siebie powierzchnie między którymi nie ma między. Tę (nie)przestrzeń stanowi wszystko (tj nic, gdyż wszystko i nic to te same zbiory). W tym nieświecie pojawia sie obserwator. Obserwator zagląda w pomiędzy lustra i wszystko co stwarza kognicja powstaje dla człowieka i świata. Zmiany ciśnienia powietrza jako dźwięki, długość fal światła jako kolory, natężenie sygnałów elektrycznych jako widzenie. Ruch i dźwięki w percepcji dla owej kognicji.

Świadomość patrzy coraz głębiej w komórki i atomy oraz coraz dalej w gwiazdy. Kiedy świadomość spojrzała między lustra jej punktem centralnym była ona sama. Przerażona brakiem wszystkiego stworzyła coś (czyli to samo, takie figle) do widzenia (jako czasownik).

Dziecko do lat 5 nie rozróżnia siebie od otoczenia (Jean Piaget). Uczone w procesie socjalizacji by rozróżniać wewnątrz (co zabawne: w które przecież i tak zajrzeć nie może) od zewnątrz, w które patrzeć może dalej i dalej (tj. dalej i bliżej). Fascynacja obserwacji do obserwowania. Patrzenie generuje wynik.

Ten jeden pierwiastek, równie dobrze nic, tworzący wszechświat obecny w każdym czasie, w każdej przestrzeni, nabiera nas wszystkich. I kiedy już tu jesteśmy, nieistotne jest pytanie; co odbija się w lustrze kiedy nic przed nim nie stoi? 

(fizyka kwantowa, Jean Piaget)

Odwiedziny

- Z którego czasu Pan przyszedł? - zapytała starsza kobieta za biurkiem.

Mężczyzna w brudnym płaszczu i zabandażowaną ręką, po której spływała mieszanka potu, brudu i krwi, powolnie przechylił głowę i bez poruszania ociężałych powiek uniósł z niedowierzaniem brwi. Zupełnie jakby rozkładał ręce w geście rozczarowania. To było oczywiste z którego czasu przychodzi. Wiedzieli to też wszyscy inni przepuszczając go w kolejce.

- Rozumiem - odpowiedziała bez poruszenia -  proszę wejść.

W pokoju, do którego wszedł przez żółte drzwi, nie było różnicy. Nie było przestrzeni tylko nieskończoność. Nie było też już drzwi ani mężczyzny.

(Grant)